niedziela, 21 lipca 2013

"Smert Lachom" - projekt okładki komiksu.

Jesteśmy na półmetku.
Poniżej wstępny projekt okładki (rozkładówka) autorstwa Nikodema Cabały.


czwartek, 30 maja 2013

James Bond i ja


Nie należąc do ludzi pyszczących na fejsbuku i forach społecznościowych na temat każdej pojawiającej się w obszarze popkultury nowości, pozwoliłem sobie na luksus obejrzenia ostatniego Bonda, pt: „Skyfall” z roku 2012 dopiero całkiem niedawno.  Uczucia mam mieszane, ale kilka razy odczułem silne, niepokojące deja vu!

Po pierwsze: ogólna koncepcja tej części filmu odróżniająca ją od innych odcinków kinowego serialu była mi doskonale znana, gdyż jej zarys pojawił się w mojej komiksowej parodii serii z roku 2008, zrobionej na potrzeby „Magazynu Fantastycznego”, a zatytułowanej „Błąd. James Błąd.”
W moim komiksie Błąd jest mocno posuniętym w latach, nieco już zramolałym agentem , niby jeszcze numerem 007, ale już jakby lekko na emeryturze, wydobytym z głębokiej dupy, by po raz kolejny samotnie stanąć do walki i jeszcze ten jeden raz zmierzyć się ze złem, jakim jest utrata przez anglosasów dominacji militarnej w przestrzeni kosmicznej.

W filmie też mamy podstarzałego agenta, którego lata świetności przypadają na okres zimnej wojny, wyraźnie nie pasującego do nowych, wirtualnych metod działania współczesnych tajnych służb. Też wydobyty z głębokiej dupy w ostatecznym rozrachunku samotnie staje do rozgrywki ze złem, reprezentowanym przez typa dysponującego magiczną, technologiczną mocą.

W moim komiksie Błąd także musi zmierzyć się z magiczna mocą, ale niekoniecznie już technologiczną. Jej miejsce zajmuje religijność, w której kraj nasz jest światową potęgą.

Zmaterializowaną metaforą filmowej mocy zła jest lodowa świątynia, mająca w komiksie swój odpowiednik w stylizowanym na średniowieczną katedrę statku kosmicznym przemierzającym lodowatą pustkę.

Podobieństwo ogólnej koncepcji filmu i komiksu, choć nie do zanegowania, może być przypadkowe. W końcu serial opiera się na powtarzanych w kółko schematach, które z kolei komiks parodiuje, ale jak mawia ludowe porzekadło: diabeł tkwi w szczegółach.

Otóż filmowy Bond zostaje wyposażony w wypasiony laserowy zegarek (któremu w komiksie poświęcamy wyjątkowo dużo miejsca) i w niewidzialny samochód. Koncepcja niewidzialnego pojazdu Bonda po raz pierwszy pojawia się w moim komiksie cztery lata wcześniej niż w filmie:



Dodajmy jeszcze, że w tym odcinku, podobnie jak w komiksie, Bond staje do walki w ostatecznej rozgrywce wyjątkowo słabo uzbrojony i podobnie jak w komiksie, musi liczyć na swój zabójczy instynkt.

Jeden przypadek może się zdarzyć, ale dwa przypadki to już statystyka. Cóż więc powiecie na trzy przypadki? I co, jeśli ten trzeci jest tak mało prawdopodobny, że w zasadzie sam się wyklucza?

W ostatnim wywiadzie jakiego udzieliłem „Ziniolowi” w styczniu 2010 roku raczej pesymistycznie wypowiadam się na temat  bieżącą sytuację komiksu w Polsce i jego widoków na przyszłość, co zaakcentowałem ilustrując wywiad swoim zdjęciem na tle kopii "Ostatniego rejsu Temeraire" Wiliama Turnera, autorstwa jednego z moich ulubionych rysowników komiksowych, Pawła Gierczaka. Przesłanie było tak oczywiste, że bez złej woli raczej trudno go było nie spostrzec:


To samo przesłanie zrealizowane przy pomocy tego samego obrazu bije ze „Skyfall” w scenie spotkania Bonda ze swym młodszym kolegą w National Gallery w Londynie. Producenci filmu o Bondzie nie są jednak takimi jak ja optymistami i wykładają kawę na ławę interpretując obraz jako alegorię przemijania każdej sławy, świetności i potęgi, oraz zastąpienie jej nowym, nie tak pięknym i romantycznym, ale bardziej skutecznym i wydajnym.

Czy to tylko moje przewrażliwienie, czy jednak trzy przypadki, to przynajmniej o dwa za dużo?

środa, 23 stycznia 2013

STORY ART? - Zygmunta Similaka


Trzeba być pozbawionym krzty poczucia humoru ponurakiem, ostatnim smutasem bez cienie dowcipu w sercu, aby nie uśmiechnąć się choć raz w życiu nad rysunkami Zygmunta Similaka, licznie występującymi w prasie łódzkiej i ogólnopolskiej. 

Żarty rysunkowe łódzkiego twórcy doskonale adoptują się do środowiska naturalnego, do którego zostały wrzucone. Będąc z natury gatunkiem wyjątkowo inwazyjnym, gęsto zasiedliły liczne ekosystemy. Występują w prasowych działach sportowych, towarzyskich, kronikach kryminalnych, a nawet działach kulinarnych. Szczególną ich obfitość zauważamy w pobliżu publicystyki politycznej, z którą w symbiozie pasożytuje na głupocie i bezmyślności kasty urzędniczej, co przy bezustannym wzroście pogłowia tej ostatniej i otwarcia się jej na biurokrację europejską gwarantuje obfity żer i zapewnia stabilny rozwój. 

W niniejszym zbiorze krótkich form, zgodnie z tendencjami najnowszych trendów krytyki polskich galerianów (pojęcie pochodzi od krytyki galeryjnej, nie zaś od męskiej odmiany galeryjnych prostytutek ( przyp. redakcji) zwanych story artami, znajdzie czytelnik, ten nasz umiłowany, wymierający kwiat intelektualnego fermentu, setki pogrupowanych tematycznie prac pana Zygmunta, wzbogaconych o jego ulubione dowcipy, teksty, sentencje i przysłowia. 

Album w ramach „Strefy Komiksu” ukaże się w lutym.

czwartek, 27 grudnia 2012

Jerozolima Kresów



Podczas rodzinnej wizyty w Świebodzinie i okolicach, natrafiłem w Gazecie Lubuskiej na artykuł Stanisława Obacza o przedwojennym Mariampolu, mieście w powiecie Stanisławowskim, gdzie przez wieki w zgodzie koegzystowali Polacy, Rusini, Ukraińcy, Żydzi oraz kilka rodzin Ormian. 

Artykuł w gazecie zaintrygował mnie do tego stopnia, że spotkałem się z panem Stanisławem. Odwiedziłem Smolno Wielkie, by wysłuchać burzliwej i tragicznej historii całego pokolenia Polaków z Kresów, którego cierpienie popada w milczeniu w zapomnienie. Po rozmowie z panem Stanisławen, wzbogaconej obfitą korespondencją, postanowiłem zrobić komiks historyczny o Mariampolu, mając w głębokim poważaniu zarówno poprawność polityczną jak i każdą inną. 

Komiks narysuje Zygmunt Similak, a prace nad nim już trwają. Premiera odbędzie się na początku czerwca podczas III Festiwalu Komiksu Historycznego.

wtorek, 18 grudnia 2012

ONUFRY ZAGŁOBA


W dniu dzisiejszym do dystrybucji trafił kolejny album ze Strefy Komiksu, pt. Zagłoba autorstwa Zygmunta Similaka
Czytelnicy Strefy Komiksu mieli już okazję zapoznać się z kilkoma komiksami historycznymi łódzkiego twórcy (Opowieści okupacyjne, W cieniu gwiazdy, Bitwa pod Grunwaldem, Zawisza Czarny), w których do historii autor podchodził bardzo poważnie, a dbałość o realia historyczne była dla niego priorytetem. 
Tym razem publikujemy komiks, który historię traktuje z przymrużeniem oka, a bohaterem czyni nie legendarnych rycerzy czy też zwykłych ludzi postawionych w nietypowych sytuacjach, lecz postać całkowicie fikcyjną, Onufrego Zagłobę (któż nie zna tego rubasznego szlachcica, w którym Sienkiewicz zogniskował w równym stopniu nasze zalety jak i wady, wyolbrzymiając je do rozmiarów wręcz karykaturalnych).


Komiks, narysowany charakterystyczną dla twórcy humorystyczną kreską, jest pełen wartkiej, okraszonej przaśnym dowcipem akcji, gdzie sceny walk, pościgów i ucieczek, przeplatają się z karczemnymi hulankami i codziennym życiem naszych przodków. Similak nie byłby sobą, gdyby nie poszerzył pole działania swojego bohatera, przenosząc go w pełnych alegorii snach w przyszłość (w czasy współczesne) oraz wiecznie atrakcyjne zaświaty. 
Komiks Zagłoba jest przeznaczony dla czytelnika w każdym wieku i z przyjemnością polecamy go na gwiazdkowy prezent.






Tytuł: ZAGŁOBA
Scenariusz: Zygmunt Similak
Rysunki: Zygmunt Similak
Okładka: Zygmunt Similak (kolor: Artur Chochowski)
Wydawca polski: Wydawnictwo Roberta Zaręby
Data wydania: grudzień 2012
Liczba stron: 56
Papier: offset 100g
Format: A4
Okładka: miękka, kolorowa
Druk: czarno-biały