piątek, 8 grudnia 2017

„Sin City”. Frank Miller.


Siedmiotomowa saga noir autorstwa Franka Millera inspiruje nie tylko komiksiarzy, ale i filmowców oraz twórców reklam. Akcja komiksu rozgrywa się w Basin City, mieście występku zamieszkałym głównie przez ludzi przegranych, autsajderów skazanych na życiową porażkę. Miastem rządzą bezwzględni politycy, gangi, seksualni dewianci, skorumpowani policjanci oraz prostytutki, które w górnym mieście stworzyły własną, wyjętą spod prawa dzielnicę, będącą areną krwawych starć szumowin wszelkiej proweniencji.
Duże wrażenie robią wyraziste, zapadające w pamięć postacie, stojące zarówno po stronie dobra jak i zła. Jedni i drudzy warci są zainteresowania i czytelnik łatwo się z nimi identyfikuje. Tym bardziej, że granica między prawością a występkiem jest tu wyjątkowo cienka i często „źli” stają po stronie dobra, a „dobrzy” staczają się w otchłań występku. Owa relatywizacja dobra i zła, tak drażniąca w innych tego typu produkcjach, tutaj nie przeszkadza. Może dlatego, że w komiksie nie ma miejsca na przebaczenie i zło zazwyczaj zostaje ukarane z okrutną skutecznością.
Komiks utrzymany jest w czarno-białej stylistyce, którą czasem tylko wzbogaca dodatkowy kolor, co idealnie współgra z mroczną treścią komiksu.
„Sin City” to komiks czysto rozrywkowy, ale jest to rozrywka najwyższej próby. W swojej kategorii, to absolutne mistrzostwo świata.

środa, 6 grudnia 2017

„Likwidator”. Ryszard Dąbrowski.


Od dwudziestu pięciu lat komiks Dąbrowskiego zachwyca intensywną fabułą, inteligentnymi dialogami, satyryczną kreską, świetnymi karykaturami. Niezwykłe jest zaangażowanie autora w sprawy społeczne i polityczne, których większość rodzimych twórców komiksowych nawet nie zauważa.
Jednakże, jako że obecnie jestem wydawcą tej legendarnej serii, której poszczególne albumy doczekały się tłumaczeń na język rosyjski, hiszpański i czeski, niezręcznie mi o niej pisać. Dlatego pozwolę sobie zacytować sam siebie sprzed niemal piętnastu lat, czyli z czasów, gdy z komiksami Dąbrowskiego nie miałem jeszcze nic wspólnego.


„Likwidator” to komiks z krwi i kości, to sama esencja komiksu. Dąbrowski, wykorzystując możliwości tego nośnego medium, przemyca do popkultury idee ważkie, buntownicze, rewolucyjne. Jak sam mówi w wywiadzie dla „Ślizgu”: „Przyznam szczerze, że moje komiksy to dywersja kulturalna. Żyjemy w czasach wojny kulturowej, dlatego trzeba wykorzystywać wszelkie środki”.
Komiks ten zmusza do refleksji, do zastanowienia się nad kondycją człowieka i cywilizacji ludzkiej, do spojrzenia w przyszłość i uświadomienia sobie otchłani, w kierunku której nieuchronnie zmierzamy. „Generalnie jest to komiks nastawiony na prowokowanie [...] nie sposób mieć poglądy takie jak Likwidator, ale mniej więcej ten odcień”.
Likwidator od przeszło dwudziestu pięciu lat walczy na froncie, który większości naszym twórcom mainstreamowym nawet nie zdążył się jeszcze przyśnić. Miałkość i nijakość współczesnej literatury głównego nurtu w zderzeniu z tym komiksem jest aż nadto widoczna.


wtorek, 21 listopada 2017

Trylogia Nikopola

"Targi nieśmiertelnych", "Kobieta pułapka", "Zimny równik" - Enki Bilal.
Komiksowe arcydzieło Enkiego Bilala jest nieco surrealistyczną dystopią, z której wyłania się mroczna przyszłość naszej planety, pełna wojen, religijnego fanatyzmu, politycznych ekstremizmów, rozwarstwienia społecznego, eksperymentów genetycznych oraz postępującego wyalienowania człowieka. Jest to obraz społeczeństwa, w którym niczym w zdeformowanym zwierciadle odbija się nasza rzeczywistość.
Bilal z właściwą sobie wirtuozerią połączył twardą s-f z fantastyką socjologiczną oraz mitologią, dzięki czemu uzyskał wielowymiarowe, pulsujące życiem uniwersum. Autor osiągnął to bez zbędnego wysiłku, popychając akcję do przodu powoli, wręcz flegmatycznie, poszczególne sceny jak gdyby mimochodem spajając w skomplikowany i miejscami niełatwy w odbiorze obraz całości.
Trafną krytykę społeczną uzupełnia oryginalna fabuła oraz zaludniająca komiks plejada wyraźnie zarysowanych, ciekawych zarówno od strony psychologicznej jak i fizycznej postaci „pięknych kobiet i brzydkich mężczyzn”.
Efektem tych wielorakich, artystycznych zabiegów jest obraz ponurego, wyziębionego i pozbawionego nadziei świata, w którym dzikie zwierzęta mają prawa ludzkie. Ale nawet tu od czasu do czasu odnajdujemy odrobinę surowego piękna, a bohaterowie podczas uprawiania seksu recytują poematy Baudelaire.
Dzieło Bilala olśniewa także od strony graficznej. Realistyczne, pełne koloru i światła, pieczołowicie narysowane plansze robią piorunujące wrażenie. Szczególnie silny efekt autor osiąga stosując swój realizm do odrysowania zupełnie odrealnionego świata i zasiedlających go fantastycznych postaci.

Komiks doczekał się bardzo udanej ekranizacji dokonanej przez samego Enkina Bilala.

sobota, 18 listopada 2017

Lobo - ostani Czernianin.


„Lobo”. Keith Giffen, Simon Bisley, Alan Grant. Jest bezdyskusyjnym faktem, że zbiorową wyobraźnią przynajmniej dwóch ostatnich pokoleń zawładnęli superbohaterowie zza oceanu. Dziesiątki filmów, setki kreskówek, tysiące komiksów wygenerowały gigantyczne uniwersum, nie zawsze rządzące się prawami nauki, ale zawsze mocno oddziałujące na wyobraźnię i emocje odbiorców. W tej lekko ciepłej, mdławej, infantylnej, popkulturowej zupie trafiają się kęsy o wyraźnie pikantnym, intensywnym smaku. Takim kęsem jest seria komiksów „Lobo”.

Bohater stworzony przez trio autorskie, na co dzień zajmuje się rzeczą najzupełniej dla superbohatera naturalną czyli eliminowaniem różnych podejrzanych kreatur, często za sowitym wynagrodzeniem, ale jeszcze częściej dla samej przyjemności, z potrzeby relaksu czy chęci poprawienia ogólnej higieny międzyplanetarnego uniwersum. To, co w tym komiksie zachwyca najbardziej, to niczym nie ograniczona wyobraźnia twórców. Ich bohater przyjmuje zlecenia nie tylko na złoczyńców, ale nie waha się stanąć przeciwko osobom powszechnie szanowanym, takim jak: Batman, Hitman, Maska, a nawet Święty Mikołaj czy sam Boug. Obrazoburcze pomysły twórców sięgają jeszcze głębiej, a postacie występujące w komiksie okazują się być dalekimi od naszych uwarunkowanych kulturowo wyobrażeniach o nich, np. wielkanocny zajączek to zazdrosny o bożonarodzeniowe atrakcje przedstawiciel „wysoko postawionych osób” zlecający morderstwo Świętego Mikołaja, który z kolei okazuje się bezwzględnym tyranem wykorzystującym elfy do niewolniczej pracy. Absurdalność sytuacji, ich zupełna niemożliwość zaistnienia, są nośnym środkiem artystycznym, który twórcy wykorzystują z premedytacją i bez żadnych ograniczeń.


Jednak największym sukcesem tego komiksu jest niewymuszona i naturalna łatwość rozbawienia czytelnika, dzięki czemu komiks wybija się wysoko ponad przeciętność superbohaterskich produkcji.

czwartek, 16 listopada 2017

Will Eisner

Autor w swoich komiksach Umowa z Bogiem”, „Nowy Jork”, „Życie w obrazach”, „Sprawa rodzinna .w sposób permanentny portretuje życie Nowego Jorku, głównie okolic Dropsie Avenue i Manhattanu, gdzie przez większość życia mieszkał i tworzył. Swą opowieść buduje z małych, czasem błahych z pozoru i nieistotnych zdarzeń, które jednak w jakiś magiczny sposób łączą się w jedno i tworzą wielowymiarowy obraz miasta i zamieszkujących go ludzi.
 Materiałem użytym do budowy tej misternej konstrukcji są losy poszczególnych ludzi jak i całych narodów. Autor z brutalną szczerością odsłania przed nami skrywaną głęboko pod maską póz, szpanu i konwenansów, prawdziwą naturę człowieka. Z jednej strony ukazuje heroizm i determinację biednych obywateli miasta, ich nieustanne zmaganie się z życiem i mozolne wspinanie się po szczeblach kariery ku sławie i bogactwu lub staczanie w otchłań rozpaczy, z drugiej zblazowanie i pustkę życia bogaczy, rządzące nimi namiętności, takie jak pożądanie, chciwość i próżność. Eisner posiada niezwykły dar obserwacji oraz głęboką wrażliwość na różne stany emocjonalne swoich komiksowych bohaterów, których pierwowzorem są często jego krewni, przyjaciele czy znajomi.
Spoiwem łączącym wszystko w jedną całość jest samo miasto, jego pełne tajemnic i ludzkich dramatów miejsca, jak place, gwarne ulice, wysokie budynki czy zaśmiecone, brzydkie zaułki.
Wielkość komiksów Eisnera, to nie tylko filozoficzne i psychologiczne rozważania o kondycji natury ludzkiej, to także mistrzowsko prowadzona narracja, świetne dialogi oraz klimatyczne, czarno-białe rysunki.
To światowa klasyka, ważny cywilizacyjny dorobek XX wieku. Autor wyzwolił się z ciasnego gorsetu konwencji obowiązujących w amerykańskim komiksie i podążał własną drogą, kładąc podwaliny pod współczesną powieść graficzną.

Powyższy tekst ukazał się w "Fantomie".


środa, 15 listopada 2017

„Pinokio”. Winshluss (Vincent Paronnaud).


"Pinokio" Winshlussa jest uwspółcześnioną adaptacją kultowej 

powieści Carlo Collodiego. W ogólnym zarysie akcja komiksu 

pokrywa się z literackim pierwowzorem, lecz w szczegółach 

Winshluss daleko odchodzi od oryginału i dokonuje błyskotliwych 

wariacji fabuły oraz występujących w niej postaci. Za przykład 

może posłużyć „gadający świerszcz” z powieści Collodiego, 

któremu Winshluss nadał formę karalucha i umieścił w głowie 

Pinokia. Postać ta zyskuje głębszy wymiar, zmieniając się w 

bezrobotnego, pogrążonego w kryzysie twórczym i cierpiącego na 

niską samoocenę pisarza, który zamiast raczyć Pinokia życiowymi 

poradami, urządza w jego głowie dzikie popijawy. 

 W konsekwencji Winshluss zmienił umoralniającą opowiastkę dla 

dzieci w mroczną i miejscami perwersyjną przypowieść dla 

dorosłych.


Wiele wątków tej fascynującej opowieści rozwija się równolegle, 

przeplata ze sobą i na koniec łączy w spójny traktat o naturze 

człowieka i jego uwikłaniu w skomplikowane relacje społeczne i 

polityczne.


Wspaniale prezentuje się także graficzna strona komiksu. Świetna, 

zdeformowana kreska, oszczędna forma, psychodeliczny klimat, 

mistrzowskie posługiwanie się językiem komiksu.



„Pinokio” posiada wszystkie atrybuty, które czynią z niego 

komiksowe arcydzieło w niczym nie ustępujące swojemu 

literackiemu pierwowzorowi.  

niedziela, 10 maja 2015

Jestem komunistyczną babą! - Danu Lungu

Powieść „Jestem komunistyczną babą!” Danu Lungu można określić mianem rumuńskiego „Przeminęło z wiatrem”, w której stary porządek świata zastępuje nowy, zaś wczorajsi beneficjenci w nowej rzeczywistości padają ofiarą ekonomicznego i społecznego regresu.
Bohaterka i jednocześnie narratorka powieści, Emilia Apostoae, wykorzystała szansę, jaką stworzył jej komunizm i z wiejskiej dzierlatki ugniatającej gołymi stopami kiziak (gnój), awansowa w okolice komunistycznej rumuńskiej klasy średniej. Z wiejskiej chaty bez elektryczności i kanalizacji przeniosła się do miasta, do mieszkania zakładowego ze wszelkimi wygodami, zaś darmową harówkę ponad siły na wsi zastąpiła dobrze płatną pracą w miejskim zakładzie wytwarzającym produkty na eksport (dzięki temu zarabiała dwa razy więcej niż inni robotnicy, co mniej więcej odpowiadało pensji kierownika działu). Na tle powszechnej biedy była wiec osobą zamożną i ustosunkowaną. Dzięki rozległym koneksjom wśród sobie podobnych, bez trudu zdobywała żywność i deficytowe wytwory współczesnej cywilizacji. Stać ją było na fryzjera, wykształcenie córki, drogie ubrania, enerdowskie kosmetyki, etc.

Mało efektywny system komunistycznej gospodarki sprzyjał bumelanctwu, złodziejstwu, bylejakości, kombinatorstwu, z których to atrybutów Emilia umiejętnie korzystała i za które nikt nie ponosił odpowiedzialności, oprócz samego systemu rzecz jasna, który z tych i wielu innych przyczyn nieuchronnie zmierzał ku zagładzie.

Kiedy dopełniła się ustrojowa apokalipsa zamknięto nierentowne zakłady, likwidując przy okazji miejsce pracy naszej bohaterki i skazując ją na egzystencję w biedzie i niedostatku. Emilia, podobnie jak panowie byłych niewolników, nie może odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Jej spryt, ambicja, zapał, odwaga i pracowitość, dzięki którym w czasach komunizmu dokonał się jej awans społeczny, gdzieś znika. Autor nie wyjaśnia, co się z nimi stało, dlaczego w kapitalizmie bohaterce zabrakło tej odrobiny przedsiębiorczości, która popchnęła jej koleżankę do zainwestowania we własny biznes. A nowe czasy rodzą nowych bohaterów, patrzących w przyszłość, harujących od świtu do zmierzchu, którzy po całym dniu pracy padają nieprzytomni ze zmęczenia, ale szczęśliwi, gdyż wreszcie mają swój los we własnych rękach.

Zamiast tego Emilia śni o przywróceniu starego porządku. Ma świadomość, że innym wcześniej było gorzej, ale jej ocena rzeczywistości jest czysto subiektywna. Nie obchodzą ją tamci “inni”, ale sytuacja obecna, dzień dzisiejszy, w którym to ona jest tą “inną”, wegetującą na marginesie życia. 

Dan Lungu stara się przedstawić obie rzeczywistości, tę sprzed i po roku 1989 w sposób wierny i obiektywny, przytaczając fakty i opisując zdarzenia z dystansem, bez nadmiernego emocjonalnego zaangażowania,. Być może to jest przyczyną, że tę niewielką objętościowo książeczkę czytałem przeszło tydzień, co kilka zdań odkładając ją i powracając myślami do wczesnej młodości, do czasów które on opisuje, a opisana przez niego rzeczywistość miejscami wiernie pokrywa się z rzeczywistością znaną mi z autopsji. 

I to jest chyba największą zaletą tej książki, ów postsocjalistyczny uniwersalizm zamknięty w granicach byłej sowieckiej strefy dominacji, będący jednocześnie jej największą wadą, gdyż nie może być zrozumiały przez mieszkańców innych części świata, nie wyposażonych w zasobny bagaż wspólnych doświadczeń, niezbędnych dla prawidłowej percepcji powieści. 

Pisarz miejscami ociera się o geniusz, jak choćby w scenie rozmowy obcych sobie kobiet, których wspólnym tematem jest strach przed pójściem ich pociech do czwartej klasy, „bo w niej jest przecież tyle nowych przedmiotów”. To zdumiewające, ale nigdzie indziej w literaturze nie znalazłem tego lęku ujętego w słowa, choć trauma ta towarzyszy chyba każdemu rodzicowi, bez względu na szerokość i długość geograficzna. A przecież nie od dziś wiadomo, że o wielkości pisarza świadczy umiejętność ujęcia w uporządkowane zdania tego, co nam wszystkim błąka się bezwładnie po głowach.


(Tekst pierwotnie opublikowany w "Magazynie Fantastycznym").